
Przed świętami w Krakowie wisiał sobie plakat reklamujący akcję „Szlachetna paczka”. Nie wdając się w ideologię akcji, należy zwrócić uwagę na to, iż na plakacie widniał Grzegorz Turnau wyskakujący z pudełka jak zabawkowy diabełek. Na otwartej pokrywce widniał napis „Ostrożnie, wrażliwy artysta!”. Problem z tym, że napis był od środka pudełka, a nie od wierzchu. Kto Wrażliwego Artystę zapakował w ten sposób, by ów, siedząc w pudełku i spoglądając na wieczko, we własnej wrażliwości się utwierdzał? Kto generalnie artystów tak pakuje? Dobre pytanie. Efekt jest taki, że gdy artysta już z pudełka wyskoczy, będzie tak bardzo na własną wrażliwość nakręcony, że zrani go najmniejszy podmuch wiatru. Niefajnie.
Kilka dni temu, gdy przed wyprawą do lekarza zajrzałam na NL, Gokuma podrzuciła mi link do wpisu na blogu Jakuba Ćwieka. Za Ćwiekiem nie przepadam – może nie do końca sprawiedliwie, ale „Kłamca” wydał mi się dziełem mierniutkim. Potem za nic już się nie zabierałam. Tak czy inaczej, dyskusji nie streszczając, bo kto chce, sam ją znajdzie, przeczyta i załamie się na własny rachunek, stwierdzam, że czas chyba z mojego własnego pudełka wyleźć. Za długo tam siedziałam, skoro, dowiedziawszy się o „wątpliwych moralnie” praktykach FS odniosłam to do mojej własnej krzywdy, nieporównywalnie mniejszej i wymiernej jedynie w nerwach i jednej sesji „Maga”. Fakt faktem, płaz zwany redaktorką I. zlał mnie z góry na dół i nie pogratulował, gdy mu podziękowałam grzecznie za pomoc i poinformowałam o publikacji. Być może ego ropuchy jest równie duże, co ego jaszczurki – nie mnie to oceniać. Ale moje własne ego nie powinno dodawać znaku równości między obiema sprawami. Nie, żeby mi się podobało to, co się na F teraz wyprawia w odpowiednim temacie, czyli próby ucinania dyskusji. Może to teoria spiskowa, może nie, kłótnie oczyszczają atmosferę... ale to nie moja atmosfera jest. Nie mój pudełek.
Siedzenie w pudełku z wrażliwym artystą jest równie parszywe, co siedzenie w rzemieślniczym gorsecie. Nie, żebym miała coś przeciw gorsetom – ale źle dobrany narządy wewnętrzne ci skręci w supełki. Prawdopodobnie najlepszym postanowieniem noworocznym będzie sprawienie sobie gorsetu na miarę. Nie wiem, co to za gorset będzie, ale nie z pudełka – tektura to kiepski materiał jest.
Zaczęło być fajnie, Pandora przeżyła wymianę, Keri znalazła
lokum, Mivi czuje się lepiej, poprowadziłam parę fajnych prywatnych sesji
(umiem odgrywać płacz tak dobrze, że sama zaczynam płakać...), wybierałam się
(może nadal się wybieram?) na kilka dni do Zakopanego, a mój plan zajęć na
semestr zimowy wygląda obiecująco (między innymi Hinduizm i Gnoza starożytna).
I co? I złapałam jakiegoś parszywego wirusa. Gardło mnie wczoraj zaczęło napierdalać
koło 19, wieczorem było tylko gorzej. Teraz jest lepiej, ale za to w skali od 0
do 10 moja koncentracja oscyluje w granicach 1-2. Grunt, że rozdział Zmierzchu
skończyłam, ale potem wysiadłam - nawet na Dukaja (Keri pożyczyła mi "W
kraju niewiernych") nie mam siły. A myślałam, że skoro sobie nie pogramy,
to chociaż coś przeczytam i napiszę...
Nie no, grunt, że wczoraj, po latach, w końcu skończyłam "Ubika".
Kiedyś nie mogłam przez niego przebrnąć, teraz wessałam jednym tchem. W
warstwie treściowej - genialne. Dicka za jego koncepcje słusznie się wychwala,
a "Ubik" zestarzał się tylko w warstwie "gadżetowej" - a i
to nie całej. Tylko styl suchy strasznie – nie wiem, czy to wina samego Dicka,
czy tłumaczenia, ale moja potrzeba pięknego języka cierpiała katusze... Dukaj
byłby teraz jak znalazł, ale jak na złość – koncentrację mam na niego za małą.
***
Jakiś rok temu ktoś życzył mi, żebym została kiedyś sama. W pewnym momencie bardzo się tego życzenia bałam – teraz sądzę, że nie ma szansy się spełnić. Nie umiałabym funkcjonować bez innych ludzi. I kiedy słyszę po raz kolejny, że jestem dobrym człowiekiem, to aż mi się ciepło robi. Goddamnit, czasem na to narzekam, ale chyba lubię być dobrym człowiekiem. Dzięki, dziewczyny, kocham was.